Dlaczego przedsiębiorcy błędnie oceniają swoją zdolność kredytową

Masz kłopot z uzyskaniem finansowania?
Mamy 25 lat doświadczenia w branży, pomożemy!​
Wypełnij poniższy formularz a my prześlemy Ci ofertę na wybraną przez Ciebie opcję!

Picture of Tomasz Adamkiewicz
Tomasz Adamkiewicz

Nazywam się Tomasz Adamkiewicz i od 1998 roku jestem związany z branżą finansową. Karierę zaczynałem jako doradca w Powszechnym Towarzystwie Emerytalnym WARTA S.A., a z czasem przeszedłem pełną ścieżkę rozwoju zawodowego — od doradcy, przez kierownika, aż po dyrektora sprzedaży. Pracowałem nad tworzeniem i rozwijaniem struktur dystrybucji produktów finansowych dla takich instytucji jak Citibank i Deutsche Bank.

Zobacz wszystkie posty
przedsiębiorca analizujący zdolność kredytową firmy przy komputerze

Spis treści

Większość przedsiębiorców z którymi rozmawiamy przed złożeniem wniosku jest przekonana że zna swoją sytuację. Mówią: dochody mam dobre, firmę prowadzę od lat, BIK czysty. I są szczerze zaskoczeni gdy słyszą że ich ocena różni się od tego co zobaczy analityk.

To nie jest kwestia nieuczciwości. To kwestia tego że przedsiębiorca ocenia firmę przez pryzmat tego co czuje — a bank ocenia przez to co widzi w danych. Te dwa obrazy potrafią wyglądać zupełnie inaczej.

Co właściciel widzi, a co widzi analityk

dlaczego przedsiębiorcy błędnie oceniają zdolność kredytową firmy

Właściciel patrzy wstecz. Widzi że przeżył trudny rok. Że spłacił leasing. Że ma klientów, zlecenia, wystawione faktury. Czuje że firma działa — bo działa. To jest ocena intuicyjna i w dużej mierze słuszna z perspektywy operacyjnej.

Analityk patrzy inaczej. Nie pyta czy firma przeżyła ostatni rok. Pyta czy będzie regularnie spłacać ratę przez następne dziesięć. To fundamentalnie inne pytanie — i wymaga fundamentalnie innych danych żeby na nie odpowiedzieć.

Dlatego właściciel firmy budowlanej z przychodami 80 000 zł miesięcznie może być absolutnie pewien swojej zdolności — i dostać odmowę. Nie dlatego że coś się pomyliło. Dlatego że właściciel nie widzi tego co analityk widzi przez historię konta i analizę przepływów.

Właściciel ocenia firmę przez pryzmat tego co wie od środka. Analityk — przez wzorzec finansowy widoczny w danych z ostatnich 12 miesięcy.

To są dwa różne obrazy tej samej firmy. I rzadko wyglądają tak samo.

Dlaczego przedsiębiorca uważa że ma świetną sytuację, a analityk widzi ryzyko

To jest ta sekcja której zazwyczaj nie ma w żadnym poradniku. A jest kluczowa.

Właściciel firmy buduje swoją ocenę na kilku rzeczach: rekordowy ostatni kwartał, stały klient który płaci regularnie, spłacony leasing na auto, zero zaległości w ZUS. Z jego perspektywy — wszystko gra. Firma daje radę. Jest po co startować z kredytem.

Analityk otwiera wyciąg z ostatnich 12 miesięcy i widzi coś innego.

Widzi że saldo konta na koniec każdego miesiąca wynosi 300–600 zł. Przy wpływach 45 000 zł miesięcznie. Widzi dwa przelewy do firmy pożyczkowej w grudniu i w marcu — kwoty po 2 000 zł, spłacone po trzech tygodniach. Widzi że limit w rachunku 30 000 zł jest co miesiąc wykorzystywany w 70–80%. Widzi wpływy: raz 18 000 zł, raz 71 000 zł, raz 9 000 zł, raz 52 000 zł. Żadnej regularności.

Właściciel tłumaczyłby to sezonowością, specyfiką branży, jednorazowym napięciem płynnościowym w grudniu. Wszystko prawda. Analityk nie ma możliwości tego zweryfikować. Widzi wzorzec — i wzorzec mówi: firma nie ma buforu, ratuje płynność zewnętrznym finansowaniem, wpływy są nieprzewidywalne.

To co właściciel rozumie jako „normalne życie firmy” — w danych wygląda jak profil wysokiego ryzyka.

Dochód to nie to samo co zdolność

To jest chyba najczęstszy błąd w myśleniu o kredycie firmowym.

Przedsiębiorca patrzy na przychód — i na tej podstawie szacuje zdolność. Analityk patrzy na to co zostaje po wszystkich zobowiązaniach — i na tej podstawie szacuje ryzyko. To są dwie różne liczby. Często bardzo różne.

Konkretny przykład: firma z obrotem 60 000 zł miesięcznie. Dwa leasingi operacyjne — łącznie 4 200 zł rat. Karta firmowa z limitem 40 000 zł — wirtualna rata w oczach banku: 1 200–2 000 zł miesięcznie, niezależnie od tego czy karta jest używana. Kredyt obrotowy 80 000 zł — rata 2 400 zł. Do tego hipoteka prywatna właściciela 3 100 zł i jeden kredyt gotówkowy 700 zł — bo JDG to jeden podmiot, prywatne zobowiązania wchodzą do DTI firmy. Razem: ponad 12 000 zł miesięcznych obciążeń zanim złożono jakikolwiek wniosek. DTI już powyżej 55%.

Właściciel tej firmy czuje że zarabia dużo. Ma rację. Ale to co czuje a to co wynika z liczb — to dwie różne rzeczy. O tym jak to jest liczone przy JDG w praktyce: jak bank liczy dochód JDG.

Firma spokojna i firma chaotyczna — z zewnątrz wyglądają tak samo

To jest obserwacja którą najtrudniej przekazać klientowi słowami. Łatwiej pokazać na przykładzie.

Dwie firmy usługowe. Podobne przychody — okolice 35 000 zł miesięcznie. Podobna branża. Obie działają ponad pięć lat. Jedna dostaje kredyt bez dyskusji. Druga — odmowę. Właściciel tej drugiej jest przekonany że to pomyłka albo że bank jest „trudny”.

Różnica jest w tym co widać w historii konta przez 12 miesięcy.

Firma pierwsza: wpływy regularnie między 31 000 a 38 000 zł co miesiąc, z powtarzających się źródeł. Saldo końcowe nigdy poniżej 4 000 zł. Zero przelewów do firm pożyczkowych przez dwa lata. Jeden leasing spłacany terminowo od 36 miesięcy. Konto firmowe czyste, oddzielone od prywatnego. Analityk patrzy na to i może powiedzieć: „za osiem lat ta firma będzie zachowywać się podobnie”.

Firma druga: wpływy raz 8 000 zł, raz 55 000 zł, raz 12 000 zł, raz 47 000 zł. Saldo końcowe regularnie 200–400 zł mimo łącznych wpływów 35 000 zł. Dwa razy w roku przelew do firmy pożyczkowej — spłacane po kilku tygodniach, ale widoczne. Limit w rachunku 25 000 zł używany każdego miesiąca jako operacyjne narzędzie finansowania. Na koncie prywatne wypłaty wymieszane z firmowymi. Analityk patrzy na to i nie ma jak powiedzieć nic pewnego o przyszłości.

Ta niepewność jest wyceniana odmową.

Właściciel tej drugiej firmy zarabia normalnie, klientów ma, daje radę. I ma rację — z własnej perspektywy. Ale jego firma wygląda jak firma która żyje z miesiąca na miesiąc. Gasi pożary limitem. Dosypuje chwilówką gdy faktura się opóźni. Zeruje konto do końca każdego miesiąca. To jest wzorzec który analityk widzi — nie narracja właściciela.

Konkretne sygnały których właściciel nie traktuje jako problemu

Z naszej praktyki — kilka rzeczy które wracają najczęściej. Właściciel traktuje je jako normę. Analityk jako sygnały ryzyka.

Limit w rachunku używany regularnie przez 8–10 dni w miesiącu. Dla właściciela: normalny bufor operacyjny, zawsze spłacany. Dla analityka: firma nie ma własnego kapitału obrotowego. Bez tego limitu miałaby problem z bieżącą działalnością. Sygnał uzależnienia od zewnętrznego finansowania krótkoterminowego.

Karta firmowa z limitem 50 000 zł której „nie używa”. Dla właściciela: zero kosztu, leży jako zabezpieczenie. Dla analityka: 1 500–2 500 zł wirtualnej raty miesięcznie wliczonej do DTI. Nieużywana karta z wysokim limitem podnosi DTI tak samo jak używana.

Chwilówka wzięta raz w roku w napięciu płynnościowym. Dla właściciela: jednorazowy wypadek, dawno spłacona. Dla analityka: widoczna w wyciągu jako wzorzec — jeśli pojawia się drugi rok z rzędu, to już nie jest wypadek. To strukturalna luka w płynności.

Saldo 300 zł na koniec miesiąca przy wpływach 40 000 zł. Właściciel tłumaczy: „zapłaciłem wszystko, nie ma sensu trzymać na koncie”. Analityk: firma bez buforu. Jeden opóźniony przelew od kontrahenta i nie ma z czego zapłacić raty.

Prywatny kredyt hipoteczny 3 200 zł nieuwzględniony przy planowaniu wniosku firmowego. Przy JDG wchodzi w całości do DTI. Klient który uważa że jego DTI firmowe wynosi 28% — może mieć DTI powyżej 45% zanim doliczy pierwsze zobowiązanie firmowe.

Więcej o tym jak te sygnały przekładają się na analizę konta: jak bank analizuje konto firmowe.

Przypadek z praktyki — usługi IT, JDG, Warszawa

Profil: właściciel firmy IT, JDG, ryczałt 12%, wpływy 52 000–58 000 zł miesięcznie przez 26 miesięcy. Scoring BIK: 72. Wniosek o kredyt hipoteczny 720 000 zł. Klient przekonany że zdolność ma „z zapasem”.

Co wyglądało w danych przez ostatnie 12 miesięcy: saldo końcowe konta — regularnie 400–700 zł mimo wpływów powyżej 50 000 zł. Limit w rachunku 60 000 zł wykorzystywany w 75–90% każdego miesiąca — wirtualna rata: 1 800–3 000 zł. Trzy przelewy do firm pożyczkowych przez rok — łączna kwota ok. 8 400 zł, wszystkie spłacone. Karta prywatna z limitem 20 000 zł płacona z konta firmowego. Regularne przelewy na platformę kryptowalutową — 3 000–4 000 zł miesięcznie przez 14 miesięcy.

DTI które klient deklarował: 31% (licząc tylko raty widoczne w BIK).

DTI po doliczeniu wszystkich zobowiązań widocznych przez analizę przepływów: 57% — po wliczeniu wirtualnych rat od limitu i karty, chwilówek, prywatnego kredytu gotówkowego i karty prywatnej opłacanej z firmowego.

✔ Efekt: odmowa. Klient z wpływami 55 000 zł miesięcznie — odrzucony przez model ryzyka, nie przez poziom przychodu. Decyzja analityka: „nie mogę uzasadnić 720 000 zł przy tym profilu behawioralnym i realnym DTI”. Klient był przekonany że zarabia zbyt dobrze żeby dostać odmowę.

Dlaczego właściciele nie liczą tego co analityk liczy

Częściowo to kwestia tego jak myślimy o własnym biznesie. Właściciel zna firmę od środka — wie że trudny miesiąc był wyjątkiem, że chwilówka rok temu była jednorazowa, że limit w rachunku to tylko bufor awaryjny. Ma do tego kontekst i historię.

Analityk tego nie ma. Widzi wzorzec zachowań finansowych przez 12 miesięcy — bez narracji i bez tłumaczeń. Przelew do firmy pożyczkowej to przelew do firmy pożyczkowej. Saldo 300 zł to saldo 300 zł. Limit używany co miesiąc to limit używany co miesiąc.

Drugi powód jest prostszy. Pracownik etatowy nigdy nie musiał liczyć swojego DTI. Pensja wpływa co miesiąc, rata jest stała, bank liczy to w kwadrans. Przy JDG jest inaczej — dochód jest liczony przez bank zupełnie inaczej niż właściciel go rozumie, zobowiązania są szersze niż to co widać w BIK, a analiza przepływów pokazuje rzeczy które właściciel uznaje za nieistotne bo nie wie że ktokolwiek na nie patrzy.

Stąd ta luka. Właściciel ocenia siebie według zasad dla pracownika. Bank ocenia go według zasad dla przedsiębiorcy. To nie jest ta sama miara. Jak bank liczy przepływy i co z tego wynika: jak bank analizuje cash flow przedsiębiorcy.

Spokojne firmy i chaotyczne firmy — co je różni naprawdę

To nie jest kwestia tego ile firma zarabia. Widziałem odmowy przy 80 000 zł miesięcznie i akceptacje przy 18 000 zł. Różnica jest gdzie indziej.

Spokojna firma ma bufor. Nie dlatego że zarabia więcej — dlatego że nie wydaje wszystkiego co wpłynie. Saldo końcowe to 10–15% obrotu co miesiąc, nie przez przypadek, ale konsekwentnie przez ostatnie półtora roku. Nie ma długu poza BIK. Leasingi są obsługiwane terminowo od pierwszej raty. Konto firmowe jest oddzielone od prywatnego — analityk może precyzyjnie zobaczyć profil firmy bez szumu z prywatnych wydatków.

Chaotyczna firma żyje inaczej. Duże zlecenie w lipcu — wszystko wpłynęło, wszystko poszło. Wrzesień słabszy — limit w rachunku do dyspozycji. Październik jeszcze słabszy — chwilówka żeby zapłacić ZUS. Grudzień dobry — chwilówka spłacona, wszystko gra. Właściciel czuje że sobie radzi. I radzi sobie — ale radzi sobie w sposób który w danych wygląda jak chroniczne napięcie płynnościowe.

Analityk patrzy na to i widzi firmę bez odporności. Jeden trudniejszy kwartał — i nie ma z czego spłacać raty. Przy kredycie na 10 lat trudniejszy kwartał jest absolutną pewnością.

Co to oznacza w praktyce

Właściciel który idzie po kredyt z poczuciem że „ma dobrą sytuację” — bardzo często ma rację z własnej perspektywy. Firma działa. Klientów nie brakuje. Pieniądze są. To nie jest iluzja.

Ale zdolność kredytowa to nie jest ocena tego czy firma działa. To ocena tego czy firma będzie regularnie spłacać ratę przez 10 lat przy różnych wariantach rynkowych. I ta ocena opiera się na danych które właściciel rzadko ogląda w całości — na historii konta, regularności wpływów, poziomie buforu, wzorcach zadłużenia.

Większość klientów którzy dostają odmowę — nie rozumie dlaczego. Nie dlatego że bank działa arbitralnie. Dlatego że nikt im wcześniej nie pokazał jak ich firma wygląda z tej drugiej strony.

To jest zazwyczaj moment w którym zaczyna się sensowna rozmowa.